Archiwum kategorii: RPO

RPO przyłącza się do szczucia opinii publicznej przeciw rodzicom obawiającym się powikłań poszczepiennych

Chcesz, żeby Rzecznik Praw Obywatelskich przestał uczestniczyć w brudnej kampanii podjudzania opinii publicznej przeciw rodzicom, którzy obawiają się powikłań poszczepiennych?

To wyślij do niego poniższy list. Po prostu skopiuj go do maila i wyślij na ten wyróżniony na czerwono adres. Lub napisz swoją wersję, a poniższy wzór potraktuj jedynie jako inspirację.


Rzecznik Praw Obywatelskich
Al. Solidarności 77
00-090 Warszawa
biurorzecznika@brpo.gov.pl

Dotyczy: wystąpienia RPO do GIS z dnia 14 grudnia 2018.

Szanowny Panie Rzeczniku Praw Obywatelskich.

Z olbrzymim żalem zauważam, że niestety wbrew Pana ustawowym obowiązkom ochrony praw obywatelskich włączył się Pan w obrzydliwą kampanię szczucia opinii publicznej przeciw rodzicom, którzy są na tyle bezczelni (tak – to ironia), że mają odwagę sceptycznie podchodzić do wszechobecnych zapewnień, jakoby “szczepienia ochronne” były bezpieczne. Mam tu na myśli Pana wystąpienie do Głównego Inspektora Sanitarnego z Grudnia 2018 oraz wczorajszą (22 stycznia 2019) publikację odpowiedzi GIS na Pana wystąpienie.

Zarówno RPO jak i GIS solidarnie wyrażają obawę, że wzrasta odsetek osób “uchylających się” od “szczepień ochronnych”, a GIS stawia diagnozę:

“Powodem uchylania się od obowiązku poddawania dzieci szczepieniom ochronnym są głównie działania ruchów antyszczepionkowych głoszących fałszywe tezy o rzekomej szkodliwości szczepień ochronnych i braku bezpieczeństwa szczepień, nie zaś obawy rodziców przed wystąpieniem odczynów poszczepiennych”

Co ciekawe, najwyraźniej GIS wprowadza tutaj Pana Rzecznika w błąd. Oto dane za rok 2016 z prezentacji GIS „Uchylanie się od obowiązku szczepień ochronnych – prawne możliwości przeciwdziałania” (22 maja 2018) autorstwa Włodzimierza Ehrenkreutza:

Przyczyny uchylania się od szczepień wg GIS:

  • wpływ ruchów antyszczepionkowych – 9750
  • inna przyczyna – 17743.

Wracając do głównego wątku, nie wiem, jakie “fałszywe tezy” ma na myśli Główny Inspektor Sanitarny Pinkas, natomiast pozwolę sobie Pana Rzecznika poinformować o kilku istotnych faktach:

Ani GIS Pinkas, ani Minister Zdrowia ani Państwowy Zakład Higieny, ani żaden inny urząd w Polsce (o lekarzach przed szczepieniem to już nawet nie wspominając) nie potrafi udzielić odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Czy w Polsce dzieci szczepione zgodnie z Programem Szczepień Ochronnych (PSO) zapadają częściej, czy rzadziej na choroby przewlekłe, niż dzieci nieszczepione?
  2. Czy w Polsce dzieci szczepione zgodnie z PSO są zdrowsze od dzieci nieszczepionych?
  3. Czy w Polsce dzieci szczepione zgodnie z PSO umierają “z nieznanych przyczyn” (kategorie od R95 do R99 wg ICD-10) częściej, czy rzadziej, niż dzieci nieszczepione?
  4. Jak często na zaburzenia odruchu ssania cierpią w Polsce noworodki nieszczepione i szczepione zgodnie z PSO?
  5. Do ilu hospitalizacji dzieci dochodzi w Polsce co roku do 4 tygodni od szczepienia i jakie są przyczyny tych hospitalizacji? (Tu wyjaśnienie – każde pogorszenie stanu zdrowia do 4 tygodni od szczepienia winno być zarejestrowane jako niepożądany odczyn poszczepienny, oczywiście w teorii, która ma się w Polsce nijak do praktyki).
  6. Do ilu zgonów “z nieznanych przyczyn” dochodzi w Polsce każdego roku do 4 tygodni od szczepienia? (Tu wyjaśnienie – każdy taki zgon winien być zarejestrowany jako ciężki niepożądany odczyn poszczepienny).
  7. Jaki odsetek wszystkich ciężkich niepożądanych odczynów poszczepiennych nie podlega rejestracji, ponieważ lekarz celowo i świadomie, lub nieświadomie, nie zgłasza ciężkiego NOP do państwowej inspekcji sanitarnej – czyli na przykład wbrew obowiązującemu prawu nie dochodzi do zgłoszenia “śmierci łóżeczkowej” do której doszło 10 dni od szczepienia.

Zapewniam Pana Rzecznika, że w żadnym urzędzie w Polsce nie dowie się Pan, ile zgonów SIDS miało miejsce w Polsce np. w roku 2018, 2017 czy 2016 przed upływem 4 tygodni od ostatniego zabiegu szczepienia dziecka, które kilka dni później nagle zmarło. A przecież każdy taki zgon – jeśli doszło do niego nie dalej jak 4 tygodnie od szczepienia, to W TEORII ciężki niepożądany odczyn poszczepienny.

Powyższe oczywiście nieuchronnie musi prowadzić do wniosku, że polski system rejestracji niepożądanych odczynów poszczepiennych jest jedną wielką farsą i w najmniejszym stopniu nie można na jego podstawie oceniać rzeczywistego ryzyka, jakie wiąże się z poddawaniem dzieci w Polsce obowiązkowym “szczepieniom ochronnym”.

Rodzice w Polsce stoją więc przed dramatycznym dylematem – ryzykować nieszczepienie swojego dziecka (ryzyko zachorowania na choroby zakaźne i ryzyko powikłań po takim zachorowaniu) czy ryzykować “szczepienia ochronne” (ryzyko utraty zdrowia, a może nawet i życia dziecka na skutek niepożądanego odczynu poszczepiennego).

Należałoby więc rzetelnie oszacować obie te kategorie ryzyk (ryzyko szczepienia i ryzyko nieszczepienia) i dopiero wtedy można podjąć racjonalną decyzję, czy bezpieczniej jest szczepić, czy nie szczepić.

Ale jak mamy ocenić ryzyko szczepienia, skoro nikt w Polsce nie wie, czy dzieci szczepione są zdrowsze od nieszczepionych, czy na choroby przewlekłe częściej chorują dzieci szczepione czy nieszczepione, czy może jedne i drugie równie często zapadają na te choroby? Jak ocenić, czy szczepienie niemowlęcia w ramach PSO jest bezpieczne, skoro nikt w Polsce nie wie, czy na SIDS częściej umierają niemowlęta szczepione, czy nieszczepione?

W tej sytuacji przymuszanie obywateli Polski do poddawania ich dzieci “szczepieniom ochronnym” jest działaniem w mojej ocenie tyleż okrutnym, co skandalicznym.

Zamiast więc zajmować się szczuciem opinii publicznej przeciw rodzicom, którzy boją się zarówno szczepić jak i nie szczepić, w mojej ocenie powinien Pan raczej pilnie przyjrzeć się procederowi łamania praw tych rodziców w sytuacji, gdy pod groźbą grzywny muszą oni regularnie podstawiać swoje dziecko pod strzykawkę, a żaden lekarz nie umie im odpowiedzieć na elementarne pytania, które wymieniam powyżej.

Kolejnym równie istotnym problemem jest fikcja “badania kwalifikacyjnego” przed szczepieniem. Często nawet sami lekarze przyznają, że nie jest możliwe przeprowadzenie badań, które rzetelnie wykluczyłyby wszystkie przeciwwskazania do zabiegu szczepienia wymienione w dokumentacji szczepionki. A przecież prawo nakazuje, aby wszystkie przeciwwskazania zostały przed szczepieniem wykluczone. Jak wykluczyć uczulenie dziecka na którykolwiek składnik szczepionki bez testów alergicznych? Jak bez specjalistycznych badań wykluczyć, że w organizmie dziecka nie rozpoczęła się właśnie infekcja, która jest przeciwwskazaniem do szczepienia?

Może zamiast podjudzać opinię publiczną przeciw rodzicom obawiającym się powikłań poszczepiennych warto by się było przyjrzeć zagadnieniu szczepienia noworodków szczepionką BCG w sytuacji, gdy podanie tej szczepionki noworodkowi z wrodzonymi niedoborami odporności stanowi dla niego bezpośrednie zagrożenie życia?

Czy Pan Rzecznik jest świadom tego, że wrodzone niedobory odporności można zdiagnozować nie wcześniej, jak dopiero kilka miesięcy po urodzeniu dziecka? To oznacza, że polskie szpitale codziennie grają z noworodkami w okrutną ruletkę, podając im BCG bez możliwości potwierdzenia, że dziecko na pewno urodziło się bez wrodzonego niedoboru odporności. Tak więc są to szczepienia wykonywane de facto wbrew prawu, bo bez wykluczenia przeciwwskazania.

Noworodki szczepione są na zasadzie “pewnie nic mu nie będzie, bo to się tak rzadko zdarza”. Czy takie podejście do bezpieczeństwa zabiegu szczepienia jest w ocenie Pana Rzecznika właściwe?

Proszę zapytać Ministra Zdrowia, czy unikalna w skali świata konfiguracja kilkudziesięciu szczepień w ramach PSO może podwyższać ryzyko chorób przewlekłych – a jeśli tak, to których chorób przewlekłych? Autyzmu? Nowotworu? Alergii?

Co odpowie Minister? Musi odpowiedzieć, że nie wie, bo nie gromadzi się w Polsce żadnych danych statystycznych, za pomocą których można by było zweryfikować, czy szczepienia w ramach PSO są naprawdę bezpieczne.

Proszę zapytać Ministra Zdrowia, dlaczego tylko kilka procent lekarzy szczepi się przeciw grypie, skoro te szczepienia są tak reklamowane i polecane? Jak ufać szczepieniom, skoro ci, którzy je tak chwalą, sami z nich nie korzystają?

Dlaczego jako pacjent albo jako rodzic pacjenta nie mam prawa do wglądu w książeczkę szczepień lekarza, aby wiedzieć, czy on jest zwolennikiem szczepień jedynie w teorii, czy także w praktyce?

Czy więc warto obrażać rodziców obawiających się powikłań poszczepiennych wyzywając ich od “antyszczepionkowców”?

Ja nie jestem “antyszczepionkowcem”. Nie protestuję przeciw idei szczepień.

Wręcz przeciwnie – marzę o tym, aby moje dziecko było chronione przed groźnymi chorobami zakaźnymi. Ale ta ochrona nie może się odbywać w taki sposób, że chroniąc dziecko przed chorobą zakaźną być może podwyższam u niego ryzyko nowotworu lub zgonu na SIDS.

Zanim pozwolę w moje dziecko wstrzyknąć “szczepienia ochronne”, chcę mieć pewność, że dzieci szczepione nie chorują na raka częściej, niż nieszczepione. Zanim wyrażę zgodę na szczepienie chcę mieć pewność, że niemowlęta “szczepione ochronnie” w ramach PSO nie umierają na SIDS częściej, niż nieszczepione, a dzieci szczepione w ramach PSO nie chorują na autyzm częściej, niż nieszczepione.

Czy więc w Polsce mam prawo do takiej wiedzy PRZED SZCZEPIENIEM, czy go nie mam? Jeśli nie mam, to w jakim celu istnieje artykuł 9 ust. 2 ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta oraz w jakim celu istnieje artykuł 31 ust. 1 ustawy o zawodach lekarza i dentysty?

Chętnie poznam opinię Pana Rzecznika w tej sprawie.

Łączę wyrazy szacunku,

………………………………
[imię, nazwisko]

 

RPO: pacjent ma prawo do informacji przed szczepieniem, ale… nie ma prawa do informacji. :)

Nawet Rzecznik Praw Obywatelskich nie może się zdecydować, czy rodzice przed szczepieniem ich dziecka mają prawo do informacji o możliwych do przewidzenia następstwach zabiegu szczepienia, czy nie mają.

Oto historia korespondencji.




Szanowni Państwo,
Ale Wy chcecie pomagać pacjentom i ich wspierać, gdy mają problem, czy szukać furtek, aby im nie pomagać?
No dobrze, to w takim razie nie w trybie informacji publicznej, tylko jako rodzic pacjenta proszący o pomoc proszę o wskazanie mi treści przepisu prawa, który stanowi, że obowiązek szczepień ochronnych narzucony ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi pozbawia pacjenta przed zabiegiem obowiązkowego szczepienia prawa do informacji wynikającego z art. 9 ust. 1
ustawy o prawach pacjenta.
To nie jest pytanie o interpretację prawa, tylko o wskazanie regulacji prawnej, która stanowi, że w przypadku obowiązkowych szczepień ochronnych nie istnieje dla mnie jako rodzica dziecka podlegającego obowiązkowemu zabiegowi medycznemu, artykuł 9 ustawy o prawach pacjenta.
Napisaliście mi przecież w poprzednim piśmie, że nie mam prawa do informacji przed zabiegiem obowiązkowego szczepienia mojego dziecka bo to zabieg obowiązkowy.
Proszę więc o uzasadnienie tej tezy, że nie mam prawa, wskazując odpowiednią regulację prawną, z której to wynika.
A jeśli to była wyłącznie opinia rzecznika, że „tak należy rozumieć prawo” choć nie istnieje żadna regulacja, która by tak stanowiła wprost, to proszę to jasno napisać: „Rzecznik Praw Pacjenta dokonał interpretacji obowiązującego prawa i stoi na stanowisku, że pacjent przed obowiązkowym zabiegiem szczepienia nie ma prawa do informacji”.
Z poważaniem,
[…]

Czy RPO klasycznie chciałby „zjeść ciastko i mieć ciastko” – rodzice generalnie mają prawo do informacji przed zabiegiem szczepienia ich dziecka, ale… nie mają prawa do informacji, jeśli chcieliby się PRZED SZCZEPIENIEM dowiedzieć, czy możliwym następstwem zabiegu szczepienia może być zwiększenie ryzyka chorób przewlekłych, a jeśli tak, to których chorób przewlekłych i w jakim stopniu to ryzyko może wzrosnąć.

Oczywiście to zmodyfikowane stanowisko RPO, jak widać, ponownie nie jest poparte żadną podstawą prawną – po prostu urzędnikowi biura RPO wydaje się, że pacjent nie może żądać od lekarza przed szczepieniem informacji o możliwych do przewidzenia następstwach, jeśli pyta o następstwa w postaci na przykład choroby nowotworowej.

Dlaczego pan urzędnik biura RPO tak sobie uważa, to niestety nie wiadomo… 🙂