Przychodzi pacjent do lekarza i pyta…

– Panie doktorze, czy lepiej jest, żeby dziecko zostało zaszczepione, czy żeby naturalnie przechorowało odrę, świnkę i różyczkę?

– Zachorowanie grozi powikłaniami.

– Podanie szczepionki również grozi powikłaniami. Nie o to pytam. Więc jeszcze raz: czy z medycznego punktu widzenia lepiej jest naturalnie przechorować, czy zaszczepić?

– Przechorowanie po szczepionce będzie lżejsze niż bez szczepionki.

– Na jakiej podstawie pan doktor twierdzi, że na pewno będzie lżejsze? Czy nie zdarza się, że dziecko szczepione ciężko przechoruje np. świnkę? Pytam jeszcze raz: czy zdrowiej jest przechorować naturalnie, czy nienaturalnie, po szczepieniu?
Co jest z medycznego punktu widzenia dla organizmu zdrowsze: naturalne przechorowanie, czy nienaturalna odporność po szczepieniu?

– Lepiej jest zaszczepić i nie chorować.

– Ale czy szczepienie gwarantuje, że dziecko nie zachoruje?

– Nie. Nikt tego nie może zagwarantować.

– Więc dlaczego lepiej jest zaszczepić, niż przechorować naturalnie? Zakładamy, że dziecko niezaszczepione przechorowało naturalnie bez powikłań, a zaszczepione póki co nie choruje. Która opcja jest z medycznego punktu widzenia dla dziecka zdrowsza? Wie pan, czy pan nie wie? Czy osoba szczepiona w dzieciństwie, która nie przechorowała w dzieciństwie żadnej z chorób wieku dziecięcego (bo była szczepiona) jest bardziej narażona na powikłania, jeśli zachoruje teraz na którąś z chorób wieku dziecięcego, niż osoba nieszczepiona w dzieciństwie, która jako dziecko przechorowała wszystkie te choroby i jest na nie naturalnie odporna? Czy naturalna odporność po przechorowaniu świnki jest taka sama, jak odporność sztuczna – poszczepienna?

Jak dalej potoczyłaby się ta rozmowa?

Print Friendly, PDF & Email

Jedna myśl nt. „Przychodzi pacjent do lekarza i pyta…

  1. Przemysław

    ciąg dalszy:
    – Proszę pana, jak pan nie zaszczepi dziecka, to ono możepowaznie zachorować, ryzyko jest ogromne, a powikłania po błonicy, odrze…. (dygresja: pneumokoki są na topie, więc straszy się teraz częściej sepsą) są straszne i trzeba szczepić,
    – Chciałem zapytać jak to jest z tym autyzmem, bo mówi się, że występuje coraz częściej własnie po szczepieniach, które zawierają związku rtęci lub aluminium?
    – To doktor Wakefield, on nie miał racji. Udowodniono mu, że oszukiwał w badaniach.
    – Tylko, że od czasu jego badań minęło chyba ze 20 lat, a problem powikłań neurologicznych się nasila, bo sam znam dwie takie rodziny, które mają dzieci autystyczne, a kiedyś o tym w ogóle nie było słychać,
    – Proszę pana, kiedyś nie było takich możliwości diagnostycznych, jakie są dziś. Dzisiaj można wiele badań nawet ze śliny wykonać, a kiedyś? A w ogóle, to więcej rtęci jest w tuńczyku z puszki i z tego powodu pan nie je tuńczyka?
    – Tylko, że tuńczyka z puszki przyjmuję przez układ pokarmowy, a nie domięśniowo, gdzie następuje łatwe wnikanie substancji do krwi i potem do mózgu, zwłaszcza u dzieci poniżej 3. roku życia, gdzie nie mają one jeszcze rozwiniętej ochrony w zakresie bariery w zakresie krew-mózg. Małe dzieci to raczej w ogóle nie jadają ryb z puszki, więc przykład taki nie a propos.
    – Jak nie chce pan szczepić, to proszę ten druk wypełnić, bo ja nie mam czasu z panem na taką dyskusję (w tym miejscu już piczka-pediatryczka więcej się nie trudzi i podsuwa mi druczek celem złożenia donosu do sanepidu, czyli najczęściej równie „mądrych” pań w tym temacie, co i ona).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *