Wniosek do Prezydenta RP o niepodpisywanie ustawy lex szarlatan

Poniższy wniosek możecie wysyłać:

  1. metoda rekomendowana: mailem na adres listy@prezydent.pl
    lub
  2. wypełniając formularz na stronie: https://szczepienie.info/lex-szarlatan/


Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Pan Karol Nawrocki
Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa

WNIOSEK O ODMOWĘ PODPISANIA USTAWY O ZMIANIE USTAWY O PRAWACH PACJENTA I RZECZNIKU PRAW PACJENTA (druk sejmowy nr 2598)

Szanowny Panie Prezydencie,

zwracam się z uprzejmą, lecz stanowczą prośbą o odmowę podpisania ustawy z dnia 3 lipca 2026 r. o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, procedowanej jako druk sejmowy nr 2598, i przekazanie jej Sejmowi do ponownego rozpatrzenia na podstawie art. 122 ust. 5 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Jeżeli Pan Prezydent nie zdecyduje się na skorzystanie z prawa weta, zwracam się przynajmniej o skierowanie ustawy przed jej podpisaniem do Trybunału Konstytucyjnego w trybie art. 122 ust. 3 Konstytucji, w szczególności w zakresie projektowanego art. 67zn ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Konstytucja wyraźnie przyznaje Prezydentowi obie te możliwości w razie wątpliwości co do ustawy przedstawionej do podpisu.

Nie kwestionuję potrzeby ochrony pacjentów przed świadomym oszustwem, oferowaniem niebezpiecznych metod leczenia, wykorzystywaniem osób ciężko chorych ani celowym rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji mogących prowadzić do zagrożenia życia lub zdrowia.

Cel ustawy nie może jednak usprawiedliwiać wprowadzenia instrumentów, które mogą prowadzić do nieproporcjonalnego ograniczenia podstawowych praw i wolności obywatelskich.

Szczególne zaniepokojenie budzi projektowany art. 67zn, wprowadzający pojęcie „dezinformacji medycznej”, publiczny rejestr podmiotów prowadzących taką dezinformację oraz mechanizm faktycznego blokowania dostępu użytkowników Internetu do całych domen internetowych.

1. Rzecznik Praw Pacjenta otrzymuje możliwość faktycznego zablokowania całej domeny bez uprzedniej kontroli sądu

Zgodnie z art. 67zn ust. 10 przedsiębiorca telekomunikacyjny świadczący usługę dostępu do Internetu ma, na wniosek Rzecznika Praw Pacjenta, w terminie 7 dni przekierować połączenia prowadzące do wskazanej przez Rzecznika domeny na stronę Rzecznika zawierającą ostrzeżenie o dezinformacji medycznej.

Nie chodzi zatem jedynie o umieszczenie obok określonej informacji ostrzeżenia albo o oznaczenie konkretnego artykułu jako zakwestionowanego.

Użytkownik próbujący wejść na wskazaną domenę nie otrzyma dostępu do strony, której adres wpisał, lecz zostanie przekierowany na stronę Rzecznika.

Z punktu widzenia przeciętnego użytkownika Internetu jest to zatem funkcjonalne zablokowanie dostępu do danej domeny.

Co szczególnie istotne, ustawa nie wymaga, aby zastosowanie tak daleko idącego środka zostało uprzednio zatwierdzone przez niezależny sąd.

Nie jest więc do tego wymagane ani postanowienie sądu, ani prawomocny wyrok.

Do uruchomienia tego mechanizmu w myśl tej ustawy wystarcza wniosek jednego człowieka, który zajmuje stanowisko Rzecznika Praw Pacjenta, lub jednej osoby, który działa “z upoważnienia” Rzecznika Praw Pacjenta. 

Powstaje zatem sytuacja, w której organ administracji (a w praktyce jeden człowiek) sam dokonuje oceny wypowiedzi, sam uznaje, że zachodzi „dezinformacja medyczna”, sam decyduje o wpisaniu podmiotu do publicznego rejestru i może następnie spowodować przekierowywanie całej domeny internetowej – bez uprzedniej zgody niezależnego sądu.

2. W przypadku domeny ustawa odwraca elementarną kolejność ochrony prawnej: najpierw ingerencja, potem możliwość obrony

Jeszcze bardziej niepokojące jest zestawienie ust. 10-12 art. 67zn.

Rzecznik wskazuje domenę, przedsiębiorca telekomunikacyjny zostaje zobowiązany do jej przekierowania, a Rzecznik umieszcza informację o nazwie domeny w rejestrze.

Dopiero od zamieszczenia tej informacji w rejestrze podmiotowi prowadzącemu daną stronę albo innemu podmiotowi posiadającemu tytuł prawny do domeny przysługuje sprzeciw.

Oznacza to, że w odniesieniu do domeny ustawodawca przyjął mechanizm:

najpierw wpis i uruchomienie procedury przekierowania domeny – potem sprzeciw właściciela.

Nie znajduję w art. 67zn przepisu nakazującego Rzecznikowi oczekiwanie z wysłaniem wniosku do przedsiębiorców telekomunikacyjnych do czasu rozpatrzenia sprzeciwu właściciela domeny.

Właściciel strony może zatem zostać postawiony przed faktem dokonanym.

Trudno uznać taki model za zapewniający odpowiednio skuteczną ochronę praw jednostki przy ingerencji o potencjalnie ogromnej skali gospodarczej i reputacyjnej.

3. Sprzeciw rozpatruje ten sam organ, który podjął kwestionowane działanie

Art. 67zn ust. 16 stanowi:

„Decyzje Rzecznika wydane w wyniku rozpatrzenia sprzeciwów, o których mowa w ust. 6, 9 i 12, są ostateczne”.

Oznacza to, że sprzeciwu nie rozpatruje niezależny sąd ani organ wyższego stopnia. Rozpatruje go sam Rzecznik Praw Pacjenta.

To ten sam organ, który wcześniej dokonał oceny treści, zarzucił podmiotowi dezinformację, zdecydował o wpisie lub wskazaniu domeny, następnie rozpatruje sprzeciw przeciwko własnemu działaniu i wydaje decyzję ostateczną.

Zgodnie z art. 16 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego decyzja ostateczna to decyzja, od której nie służy już odwołanie w administracyjnym toku instancji ani wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy. Pozostaje droga do sądu administracyjnego.

W tym miejscu szczególnego znaczenia nabiera przebieg debaty parlamentarnej. Podczas posiedzenia Senatu Rzecznik Praw Pacjenta, przedstawiając przewidziane w ustawie „bezpieczniki procesowe”, stwierdził, że podmiot będzie mógł wnieść sprzeciw, który „będzie rozpatrywany przez wojewódzki sąd administracyjny”.

Literalna treść uchwalonego art. 67zn czegoś takiego jednak nie przewiduje.

Sprzeciw rozpatruje Rzecznik, natomiast dopiero ostateczna decyzja Rzecznika może następnie zostać poddana kontroli sądu administracyjnego.

Jeżeli nawet podczas prac parlamentarnych mechanizm ten był przedstawiany w sposób nieodpowiadający rzeczywistej treści przepisu, tym bardziej uzasadnia to jego ponowną, wyjątkowo dokładną kontrolę przed wejściem ustawy w życie.

4. Skarga do WSA nie powoduje automatycznego odblokowania strony

Możliwość późniejszego wniesienia skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego nie rozwiązuje problemu, bowiem samo wniesienie skargi nie wstrzymuje wykonania aktu lub czynności, gdy decyzja jest “ostateczna”.

Poszkodowany może oczywiście wystąpić o wstrzymanie wykonania decyzji, ale ochrona ta nie jest już wówczas automatyczna.

Oznacza to, że przedsiębiorca, dziennikarz, lekarz, naukowiec, wydawca, autor portalu albo organizacja społeczna może zostać zmuszona do prowadzenia sporu przed sądem administracyjnym w sytuacji, w której jej domena jest już faktycznie niedostępna dla znacznej części użytkowników.

I nawet wyrok wydany w praktyce po kilkunastu miesiącach, stwierdzający, że decyzja Rzecznika była niezgodna z prawem, nie cofnie już faktu, że w tym czasie domena internetowa była de facto bezprawnie zablokowana przez Rzecznika Praw Pacjenta, który błędnie ocenił, że zachodzą przesłanki do wpisania tej domeny do jego “rejestru”.

W skrajnym przypadku prawomocne stwierdzenie bezprawności działania organu może nastąpić wtedy, gdy przedsiębiorstwo, którego podstawą działalności była strona internetowa, już przestanie istnieć, bo w międzyczasie upadło z powodu zablokowania jego strony internetowej przez Rzecznika Praw Pacjenta.

Prawo do sądu nie powinno być wyłącznie prawem do otrzymania po latach informacji, że państwo nie miało racji. Przy ingerencji mogącej wywoływać nieodwracalne skutki ochrona sądowa powinna być realna i odpowiednio szybka.

5. Ustawa pozwala ingerować w całą domenę zamiast w konkretną zakwestionowaną treść

Art. 67zn ust. 10 odnosi się do nazwy domeny internetowej, a nie do konkretnego artykułu, filmu, wpisu, podstrony czy adresu URL.

To fundamentalna różnica.

Wyobraźmy sobie duży portal zawierający dziesiątki tysięcy publikacji z wielu dziedzin. Nawet jeżeli podstawą działania Rzecznika byłyby pojedyncze materiały dotyczące zdrowia, przepis nie ustanawia zasady ograniczenia ingerencji wyłącznie do tych materiałów.

Przekierowaniu podlega zgodnie z treścią tej ustawy cała domena.

Może to spowodować faktyczne uniemożliwienie dostępu także do tysięcy materiałów, których Rzecznik nigdy nie badał, których nie uznał za nieprawdziwe, które nie dotyczą medycyny, które powstały przed zakwestionowaną publikacją, a nawet tych, które zostaną opublikowane później.

Powstaje w związku z tym zasadnicze pytanie o zgodność takiego rozwiązania z konstytucyjną zasadą proporcjonalności.

Art. 31 ust. 3 Konstytucji pozwala ograniczać konstytucyjne wolności i prawa dla ochrony m.in. zdrowia, ale tylko wtedy, gdy ograniczenia są konieczne w demokratycznym państwie i nie naruszają istoty wolności i praw.

Ochrona zdrowia jest bez wątpienia konstytucyjnie uzasadnionym celem.

Nie wynika z tego jednak prawo państwa do stosowania każdego możliwego środka.

Jeżeli określony cel można osiągnąć poprzez środek mniej ingerujący – np. usunięcie konkretnej treści, zablokowanie konkretnego URL, umieszczenie ostrzeżenia, nakaz sprostowania albo zastosowanie blokady dopiero po decyzji sądu – powstaje poważna wątpliwość, czy blokowanie całej domeny bez kontroli niezawisłego sądu spełnia konstytucyjny wymóg konieczności i proporcjonalności.

6. Zagrożona jest wolność słowa oraz wolność pozyskiwania informacji – art. 54 Konstytucji

Art. 54 ust. 1 Konstytucji gwarantuje każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Art. 54 ust. 2 zakazuje cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu.

Mechanizm art. 67zn ingeruje jednocześnie w obie strony komunikacji:

w prawo autora do rozpowszechniania informacji oraz w prawo odbiorcy do ich pozyskiwania.

Problem jest szczególnie poważny dlatego, że przekierowanie całej domeny dotyczy również treści, których Rzecznik nigdy nie zakwestionował.

W tym sensie środek zastosowany z powodu już opublikowanej treści może oddziaływać również na przyszłe wypowiedzi, których organ jeszcze nie zna i nie mógł ocenić.

Nie przesądzam, że rozwiązanie to zostanie przez Trybunał Konstytucyjny zakwalifikowane wprost jako cenzura prewencyjna w rozumieniu art. 54 ust. 2 Konstytucji.

Uważam jednak, że tak poważna wątpliwość konstytucyjna sama w sobie powinna wykluczać podpisanie tej ustawy w jej obecnym brzmieniu.

7. Niebezpieczeństwo „efektu mrożącego”

Problemem nie jest wyłącznie liczba domen, które rzeczywiście zostaną wpisane do rejestru.

Znacznie szerszym skutkiem może być tzw. efekt mrożący.

Jeżeli lekarz, naukowiec, dziennikarz, wydawca, autor książki, organizator konferencji czy właściciel portalu będzie wiedział, że zakwestionowanie określonych twierdzeń dotyczących metod diagnostycznych lub leczniczych może doprowadzić do publicznego napiętnowania oraz faktycznego odcięcia jego domeny od użytkowników, naturalną reakcją może stać się autocenzura.

Autor może zrezygnować nie tylko z publikowania treści rzeczywiście fałszywych, lecz także, z użytecznej krytyki istniejących metod leczenia, z informowania o sporach naukowych, z przedstawiania hipotez będących przedmiotem badań, z publikowania poglądów mniejszościowych, z krytycznej analizy bezpieczeństwa produktów medycznych, z publikowania informacji o działaniach niepożądanych lub z relacjonowania kontrowersji występujących w nauce.

Prawo chroniące zdrowie nie może prowadzić do sytuacji, w której obywatel dla bezpieczeństwa uznaje, że najbezpieczniej jest nie mówić niczego, co mogłoby zostać zakwestionowane przez organ administracji.

Debata naukowa rozwija się właśnie dlatego, że dopuszcza możliwość kwestionowania dotychczasowych poglądów.

Historia nauki pokazuje, że „aktualna wiedza” nie jest zbiorem niezmiennych prawd objawionych, lecz wiedzą rozwijającą się poprzez badania, spory, falsyfikowanie hipotez i zmianę wcześniejszych stanowisk.

Państwo ma pełne prawo zwalczać świadome oszustwo.

Powinno jednak zachować wyjątkową ostrożność przed stworzeniem organu administracyjnego zdolnego do decydowania, które wypowiedzi na temat medycyny są dopuszczalne do rozpowszechniania w Internecie.

8. Niedookreślone pojęcia połączono z wyjątkowo dotkliwymi konsekwencjami

Art. 67zn posługuje się m.in. pojęciami:

„korzyści osobistej”,
„działań wprowadzających w błąd”,
„nieprawdziwych informacji”,
„aktualnej wiedzy medycznej”,

a w odniesieniu do domen również wyjątkowo szerokim określeniem strony internetowej „odnoszącej się do tych działań”.

Pojęcia niedookreślone są oczywiście obecne w prawie i samo ich zastosowanie nie przesądza o niekonstytucyjności przepisu.

Problem powstaje jednak wtedy, gdy nieostre przesłanki zostają połączone z wyjątkowo poważną ingerencją w wolność wypowiedzi, działalność gospodarczą, własność oraz reputację obywatela.

Im poważniejsze konsekwencje decyzji państwa, tym większego znaczenia nabiera możliwość przewidzenia przez obywatela, jakie zachowanie jest dozwolone, a jakie może uruchomić sankcję.

W mojej ocenie art. 67zn budzi z tego punktu widzenia istotne wątpliwości także na gruncie wynikającej z art. 2 Konstytucji zasady demokratycznego państwa prawnego, pewności prawa i ochrony zaufania obywatela do państwa.

9. Publiczny rejestr może naruszać dobre imię jeszcze przed niezależną kontrolą sądową

Rejestr podmiotów prowadzących „dezinformację medyczną” ma być jawny i publikowany przez Rzecznika. Ma zawierać m.in. nazwę przedsiębiorstwa albo imię i nazwisko osoby oraz uzasadnienie wpisu.

Samo znalezienie się osoby w oficjalnym państwowym rejestrze „podmiotów prowadzących dezinformację medyczną” może wywołać bardzo poważne konsekwencje reputacyjne.

Dla lekarza, naukowca, autora publikacji, przedsiębiorcy czy organizacji społecznej może być to komunikat odbierany społecznie jako oficjalne stwierdzenie państwa, że osoba ta oszukuje innych w sprawach dotyczących zdrowia.

Tymczasem niezależny sąd administracyjny może nie mieć jeszcze żadnej możliwości zweryfikowania prawidłowości takiej oceny.

W konsekwencji należy brać pod uwagę również konstytucyjną ochronę czci i dobrego imienia wynikającą z art. 47 Konstytucji.

10. Zagrożona może być wolność działalności gospodarczej i prawa majątkowe

Dla wielu przedsiębiorstw domena internetowa nie jest dodatkiem do działalności.

Domena jest działalnością.

Sklep internetowy, portal informacyjny, platforma szkoleniowa, wydawnictwo, serwis reklamowy czy firma świadcząca usługi online może czerpać zasadniczą część przychodów właśnie z ruchu generowanego przez swoją domenę.

Przekierowanie użytkowników na stronę RPP może w ciągu bardzo krótkiego czasu spowodować poważną szkodę majątkową.

Dlatego mechanizm powinien być oceniony również w świetle konstytucyjnej ochrony wolności działalności gospodarczej oraz praw majątkowych.

Szczególnie trudne do zaakceptowania jest ryzyko, że po wielu miesiącach sąd stwierdzi bezprawność działania Rzecznika, ale działalności gospodarczej nie będzie już można odbudować.

11. Ustawa sama przyznaje, że właściciel domeny i osoba oskarżona o dezinformację mogą być różnymi podmiotami

Art. 67zn ust. 12 przyznaje prawo sprzeciwu zarówno podmiotowi uznanemu za dezinformujący, jak również „podmiotowi posiadającemu tytuł prawny do domeny internetowej”.

Ustawodawca sam zatem przewiduje, że może chodzić o dwie różne osoby.

Możliwe jest przecież funkcjonowanie portalu, na którym publikują setki autorów albo któremu treści dostarczają zewnętrzni współpracownicy.

Powstaje wobec tego pytanie, czy właściciel całego serwisu powinien ponosić konsekwencję w postaci przekierowania całej domeny z powodu określonego materiału albo działania innego podmiotu.

Tym bardziej brak uprzedniej kontroli sądowej wydaje się trudny do zaakceptowania.

12. Nawet po korzystnej dla właściciela decyzji ustawa przewiduje dalszą zwłokę w zaprzestaniu przekierowania

Z art. 67zn ust. 14 wynika, że po decyzji o wykreśleniu informacji o domenie Rzecznik ma 7 dni na cofnięcie wniosku skierowanego do przedsiębiorcy telekomunikacyjnego.

Następnie zgodnie z ust. 15 przedsiębiorca ma kolejne 7 dni na wyłączenie przekierowania.

Oznacza to, że nawet gdy zapadnie rozstrzygnięcie korzystne dla właściciela domeny, przepisy dopuszczają dalsze utrzymywanie skutków ingerencji przez okres wynikający z tych terminów.

Pokazuje to, jak doniosłe mogą być skutki błędnej decyzji organu i dlaczego kontrola powinna następować przed, a nie wyłącznie po uruchomieniu blokady.

13. Pan Prezydent już raz wskazał dokładnie ten sam problem

Szczególnie zwracam uwagę Pana Prezydenta na stanowisko, które sam Pan przedstawił 9 stycznia 2026 r., odmawiając podpisania ustawy zmieniającej ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

W uzasadnieniu tamtego weta zwrócił Pan uwagę na niebezpieczeństwo przekazania kontroli nad treściami w Internecie urzędnikom podległym rządowi zamiast niezależnym sądom.

Podkreślił Pan również:

„Wolność słowa musi być chroniona przez sądy – szybko, skutecznie i niezależnie.”

Trudno o bardziej adekwatną zasadę, którą należałoby zastosować również do obecnej ustawy.

Jeżeli kilka miesięcy temu nie do zaakceptowania było rozwiązanie pozwalające organowi administracji ingerować w treści internetowe bez odpowiednio silnej i szybkiej kontroli sądowej, to trudno znaleźć powód, dla którego analogiczny standard nie miałby obowiązywać przy art. 67zn.

Nazwa organu nie powinna mieć tutaj znaczenia.

Nie chodzi o to, czy decyzję podejmuje minister, Prezes UKE, Rzecznik Praw Pacjenta czy jakikolwiek inny urzędnik.

Chodzi o zasadę ustrojową:

o tak daleko idącym ograniczeniu dostępu obywateli do informacji nie powinien ostatecznie decydować sam organ administracji, którego działanie może wywołać skutki jeszcze zanim sprawę zbada niezależny sąd.

14. Można chronić pacjentów bez tworzenia mechanizmu administracyjnej blokady domen

Odrzucenie tego rozwiązania nie oznacza pozostawienia pacjentów bez ochrony.

Możliwe jest stworzenie systemu jednocześnie skutecznego i respektującego Konstytucję.

Jeżeli ustawodawca uważa, że w szczególnie poważnych przypadkach konieczne jest blokowanie dostępu do strony internetowej, można przewidzieć przykładowo:

– obowiązek uzyskania uprzedniego postanowienia niezależnego sądu;
– bardzo krótki termin rozpoznania wniosku Rzecznika przez sąd;
– możliwość wydania postanowienia zabezpieczającego w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia;
– obowiązek wykazania przez Rzecznika, że łagodniejsze środki są niewystarczające;
– ograniczenie ingerencji do konkretnej treści albo konkretnego adresu URL, jeżeli jest to technicznie możliwe;
– określenie maksymalnego czasu obowiązywania blokady;
– obowiązek okresowego badania, czy przesłanki ingerencji nadal istnieją;
– natychmiastową drogę odwoławczą do sądu;
– automatyczne wstrzymanie środka w przypadkach, w których nie występuje bezpośrednie i poważne zagrożenie życia lub zdrowia.

Państwo może i powinno chronić osoby chore przed oszustami.

Ale ochrona pacjentów i ochrona wolności obywatelskich nie są wartościami, spośród których trzeba wybrać tylko jedną.

Dobre prawo powinno zapewniać obie.

15. Wniosek

Szanowny Panie Prezydencie,

art. 126 ust. 2 Konstytucji nakłada na Prezydenta Rzeczypospolitej obowiązek czuwania nad przestrzeganiem Konstytucji.

Zwracam się dlatego do Pana nie o zajęcie stanowiska w sporze dotyczącym tego, które twierdzenia medyczne są prawdziwe, a które nie.

Zwracam się o ochronę znacznie bardziej fundamentalnej zasady:

w demokratycznym państwie prawnym obywatel nie powinien być najpierw pozbawiany realnej możliwości rozpowszechniania informacji i prowadzenia swojej strony internetowej na podstawie jednostronnej oceny organu administracji, a dopiero później – często po powstaniu nieodwracalnych szkód – otrzymywać możliwość przekonywania niezależnego sądu, że państwo się pomyliło.

Walka z rzeczywistą dezinformacją medyczną nie może prowadzić do stworzenia instrumentu, który w przyszłości – niezależnie od intencji obecnego Rzecznika – może zostać wykorzystany przez kolejnych urzędników znacznie szerzej.

Prawo należy bowiem oceniać nie tylko według tego, jak zamierzają stosować je jego autorzy, lecz także według tego, jak może zostać zastosowane przez osobę, której tak szerokiej władzy nigdy nie chcielibyśmy powierzyć.

Przepisy nadające organom państwa kompetencję do ograniczania wolności słowa muszą być konstruowane właśnie na taki najtrudniejszy scenariusz.

Dlatego zwracam się do Pana Prezydenta o:

1. odmowę podpisania ustawy i przekazanie jej Sejmowi do ponownego rozpatrzenia na podstawie art. 122 ust. 5 Konstytucji RP,

a w przypadku niepodjęcia takiej decyzji –

2. skierowanie ustawy przed jej podpisaniem do Trybunału Konstytucyjnego na podstawie art. 122 ust. 3 Konstytucji RP, ze szczególnym uwzględnieniem zgodności art. 67zn z art. 2, art. 20 i 22, art. 31 ust. 3, art. 45, art. 47, art. 54 oraz art. 64 Konstytucji RP.

Proszę również o dokonanie przez Kancelarię Prezydenta szczegółowej analizy:

– zgodności mechanizmu przekierowania (czyli de facto – trwałego blokowania) całych domen internetowych) z zasadą proporcjonalności;
– braku uprzedniej kontroli sądowej;
– skuteczności ochrony sądowej po zastosowaniu środka;
– wpływu art. 61 § 1 p.p.s.a. na sytuację właściciela domeny;
– konsekwencji uznania decyzji Rzecznika za ostateczną;
– wpływu przepisów na wolność słowa, wolność prasy, debatę naukową i prawo odbiorców do pozyskiwania informacji;
– potencjalnych nieodwracalnych szkód gospodarczych i reputacyjnych;
– możliwości zastosowania rozwiązań mniej ingerujących w konstytucyjne prawa i wolności.

W dniu 9 stycznia 2026 r. powiedział Pan, uzasadniając inne weto dotyczące ingerencji administracji w treści internetowe, że państwo powinno wolność gwarantować, a nie reglamentować, oraz wskazał Pan na konieczność szybkiej i niezależnej ochrony sądowej.

Proszę o zastosowanie tego samego standardu również w tej sprawie.

Prawo chroniące pacjentów jest potrzebne. Prawo pozwalające organowi administracji na faktyczne wyłączenie całej domeny internetowej bez uprzedniej kontroli niezależnego sądu – nie powinno wejść w życie w obecnym kształcie.

Z wyrazami szacunku